Jak utrzymywać język w formie?

Dla redaktora dobra znajomość polszczyzny jest absolutnie niezbędna. Nie wystarczy dobra edukacja, językową sprawność trzeba podtrzymywać, podnosić, dbać o jej formę i świeżość. Jak? Oto kilka podpowiedzi.

Jak utrzymywać język w formie?

Redaktor ma obowiązek dobrze władać ojczystą mową. Bez względu na to, czy pisze teksty, czy zajmuje się tylko tropieniem językowej niesprawności i naprawianiem twórczości innych, ta umiejętność jest mu ze wszystkich najpotrzebniejsza. Śmiało można postawić ją obok zdrowego wzroku, również trudnego do zastąpienia w redaktorskiej pracy.

W jaki sposób możemy dbać o nasz wzrok? Nie oglądać za wiele telewizji, nie przesadzać z siedzeniem przy komputerze, nie patrzeć prosto w słońce, wysypiać się… Można jeść dużo borówek, co podobno też jest zdrowe albo kupić w aptece preparat z nich przyrządzony. Dobrze na oczy robią też preparaty z luteiną i witaminą E. Na bolące oczy łagodząco działają krople ze świetlika i okłady z rumianku.

Język nieużywany zanika

W jaki sposób dbać o znajomość języka? Na to nie ma żadnych preparatów, lekarz nic nam nie doradzi… Nie ma też żadnych witamin, które moglibyśmy łykać do śniadania. Jeśli zapominamy słów, możemy spróbować czegoś z lecytyną, ale to już raczej nie tyle poprawianie pamięci, co hamowanie jej utraty. Tymczasem ważniejszym zagadnieniem jest ofensywa – poszerzanie wiedzy i wzbogacanie języka.

Nieużywany mięsień zanika – ta maksyma w przypadku języka sprawdza się w stu procentach. Lektorzy języków obcych często mówią tak o nauce np. angielskiego. Mają rację, ale warto zdać sobie sprawę, że tak samo działa to w przypadku języka ojczystego. Jeżeli nie będziemy się nim posługiwać, będzie ubożeć i psuć się – zanikać.

Czytać, czytać, czytać

Ważnym treningiem dla językowej sprawności są lektury. Nie chodzi nawet o literaturę fachową, ale o beletrystykę. Redaktor powinien czytać literaturę piękną, bo jej język jest najbardziej wartościowy. Regularne wchłanianie dobrze napisanych lub przetłumaczonych dzieł można porównać do łykania suplementów diety.

Język stale ewoluuje – również język literacki. Dlatego istotne, żeby w regularnych spotkaniach z książką nie ograniczać się do klasyki. Jej wartość jest ogromna i należy ją znać, ale kontakt ze świeższą polszczyzną zapewnią redaktorowi lektury współczesnych pisarzy. Skąd brać podpowiedzi, tytuły i nazwiska? Wkoło wciąż pełno list autorów, których klasa została potwierdzona prestiżowymi wyróżnieniami – laureaci literackiego Nobla, nominowani do nagrody Nike, laureaci nagrody Pulitzera albo Kościelskich… Jest w czym przebierać.

Ze wspomnianymi fachowymi pozycjami również warto mieć czasem styczność. Pomogą one rozwiać wątpliwości (nawet najlepszy redaktor je miewa) i zdobyć cenną wiedzę. Trzeba jednak pilnować, żeby książki były aktualne. Nie starczy zdjąć z półki słownik Doroszewskiego. Od jego czasów język zmienił się bardziej niż znacznie. Pojawiły się tysiące nowych słów, tysiące innych zniknęły. Sporo zmieniło znaczenie albo nacechowanie.

Pomoce naukowe

Aby zyskać aktualne informacje, musimy wybrać się do księgarni i wrócić z jakimś ciężkim tomiszczem w torbie. Szczególnie warte polecenia są książki wydawane przez Wydawnictwo Naukowe PWN – ostatnio np. „Wielki Słownik Wyrazów Obcych” pod redakcją Mirosława Bańki. W ofercie PWN są też poradniki, stworzone specjalnie z myślą o studentach kierunków filologicznych i redaktorach, np. mająca ukazać się w najbliższym czasie „Poprawna polszczyzna” Jadackiej, Markowskiego i Zdunkiewicz-Jedynak. Również Agape proponuje redaktorom wygodny poradnik „Krótki kurs redagowania”.

Inną metodą doskonalenia języka, jaką oferuje Agape, są szkolenia. Spotkanie z doświadczonymi redaktorami na pewno może bardzo pomóc osobie, która stawia pierwsze kroki w tym niełatwym fachu…

Specjaliści do usług

Oprócz pozycji książkowych, PWN daje internautom niezwykle cenne źródło wiedzy, jakim jest poradnia językowa on-line. Na pytania odpowiadają w niej najtęższe językoznawcze głowy, autorzy ważnych ortoepicznych dzieł – m.in. Mirosław Bańko, Krystyna Długosz-Kurczabowa czy Jan Grzenia. Każdy może wysłać swoje pytanie i uzyskać rzeczową odpowiedź. Publikowane są one na stronie internetowej. Często nie trzeba już pytać, a wystarczy przeszukać przebogate archiwum poradni. Istnieje też możliwość otrzymywania wypowiedzi specjalistów poradni e-mailem, trzeba tylko wyrazić taką chęć na stronie.

Lepiej nochal mieć koślawy
Niż się uczyć bez zabawy

Na deser zostawiłem najprzyjemniejszy chyba sposób dbania o stan swojego języka. Można uczyć się go przez zabawę.

Rozwijająca dla słownictwa może być gra w scrabble – nierzadko przeciwnik zaskoczy nas słowem, o którego istnieniu nie mieliśmy pojęcia. Sami zaś, żeby sromotnie nie przegrać, musimy nagłowić się i przekopać własne zasoby językowe… Taka gimnastyka bardzo się przydaje, a przy okazji bywa bodźcem do lektury słownika w poszukiwaniu ciekawszych słówek albo celem sprawdzenia już ułożonych. Scrabble to nie jedyna pożyteczna, a przy tym miła, zabawa słowem.

Sympatyczną rozrywką towarzyską jest na przykład układanie zabawnych wierszyków – limeryków, moskalików, epitafiów, lepiejów. W takich zabawach celują np. Wisława Szymborska, Stanisław Barańczak czy Michał Rusinek. Któż nie chciałby władać polszczyzną jak oni?

A epitafium najlepiej napisać najpierw dla siebie. Kiedyś się przyda…

Tu leży T.B., redaktor.
Choć dzierżył pióro, nie traktor,
Przez całe swe życie orał.
Zmów pacierz lub zanuć chorał.

Tadeusz Baranowski, Agape

 

Ten artykuł ukazał się w „Biuletynie o Biuletynach”, jedynym newsletterze w Polsce poświęconym wyłącznie biuletynom firmowym i branży custom publishing. Zaprenumeruj newsletter bezpłatnie »