Szczególny priorytet (4)

Kilka słów, które można często usłyszeć w biurach i korporacjach

Łatwo zauważyć, że język współczesnych biur jeży się od słów-wytrychów, nacechowanych znaczeniem, które często służy do „poprawy rzeczywistości”.

Szczególny priorytet

Język, którym posługujemy się w komunikacji korporacyjnej ma pomóc w kształtowaniu spojrzenia na otaczającą nas rzeczywistość. Ma nam na co dzień udowadniać, że firmy rozwijają się prężnie, ludzie w nich pracujący mają nieograniczone możliwości rozwoju, wszyscy jesteśmy w pełni zintegrowani, dążąc do wspólnego celu. A tym wspólnym celem jest przecież nie co innego, jak po prostu zysk, wyrażany najczęściej wprost w ujęciu ekonomicznym.

Wyjątkowe zadania na pierwszym planie

Dlatego nie będzie nas szczególnie dziwić, że chociaż np. wiemy, że zyski naszej firmy w ostatnim roku zmalały (normalne w kryzysie), fakt ten nie zostanie w firmowej gazecie szczególnie mocno podkreślony, a na plan pierwszy zostaną wysunięte inne korzyści, którymi możemy się cieszyć.

Drugą odmianą tego kształtowania barwnej rzeczywistości przez język jest podkreślanie, jak niezwykle wyjątkowe rzeczy robimy na co dzień i jak szczególnie ważne jest każde z wykonywanych w firmie zadań, co może prowadzić do delikatnych językowych manipulacji.

Priorytet o szczególnym charakterze

Nic więc dziwnego, że język korporacyjny przeżuwa na wszystkie strony takie określenia jak priorytetszczególny charakter.

Priorytet słownikowo znaczy tyle, co: «pierwszeństwo; to, co ma pierwszeństwo przed czymś innym, pierwszoplanowa rzecz, sprawa, zadanie itp.» Więc czego się pani czepia? – chcieliby Państwo powiedzieć. Słowo używane jest w swoim znaczeniu, nikt go nie mówi nieprawidłowo.

Oczywiście. Słowo to używane jest prawidłowo, bez zmiany znaczenia, błędów gramatycznych. Problemem tego słowa jest fakt używania go zbyt często. Zapytam Państwa przewrotnie: ile razy w swojej korporacyjnej karierze usłyszeliście, że jakaś sprawa jest mało ważna? Że ma niski priorytet? Swoją drogą, określenie wysoki priorytet to swoista tautologia, skoro przed chwilą zacytowana tu definicja podkreśla, że priorytet to właśnie coś absolutnie pierwszorzędnego. Nadużywanie tego słowa często prowadzi nas do sytuacji, w której nie wiemy, kiedy robić rzeczy mniej ważne, skoro wszystkie są priorytetowe.

Podobnie rzecz ma się ze szczególnym charakterem spraw. Dosłownie moglibyśmy to sformułowanie przetłumaczyć tak: «wszystkie sprawy są nadzwyczajne, jedyne w swoim rodzaju, wyjątkowe». To prawda, bo jak mówi polska noblistka: „nic dwa razy się nie zdarza i nie zdarzy”. Z drugiej jednak strony niezmiennie silne zaangażowanie we wszystkie sprawy jednakowo wyjątkowe powoduje, że „urodziliśmy się bez wprawy i pomrzemy bez rutyny”. A przecież rutyna w pracy zawodowej jest potrzebna. Im więcej rzeczy tego samego rodzaju robimy, tym lepiej je umiemy. Im więcej spraw ma dla nas charakter zwykły i codzienny, w tym większej ich liczbie możemy być ekspertami. Podejście do zawodowych zadań, które każe nam sądzić, że każde zadanie jest nadzwyczajne i wyjątkowe, musi prowadzić do rosnącego poczucia niekompetencji.

Dodatkowy bonus

Ale oto już firma spieszy nas pocieszyć dzięki dodatkowym bonusom. Słowa dodatkowo, dodatkowy aż furczą w biurowej nowomowie. Tak jakby fakt, że coś od firmy dostajemy, był niepełnowartościowy, zawsze musi być dołączony jakiś gratis.

„Oferujemy wyjazd integracyjny, na którym dodatkowo będzie można przejść kurs lepienia garnków z gliny”, „dajemy Wam ubezpieczenie zdrowotne, a dodatkowo możliwość korzystania z niego także za granicą”.

Nieustannie jesteśmy utrzymywani w przekonaniu, że dostajemy coś więcej, niż nam się w rzeczywistości należy. Owe „dodatkowe dodatki” mają nas przekonać – takie można mieć wrażenie – że otrzymujemy bonusy, na które w gruncie rzeczy wcale nie zasłużyliśmy.

Jeśli ciągle mówi się ludziom, że dostają gratisy, może się w nich zrodzić przekonanie, że są bardziej farciarzami, niż raczej świetnymi fachowcami, którzy są warci nie tylko uczciwej zapłaty, ale także dobrego ubezpieczenia i kursu lepienia z gliny dla rozrywki.

Prognozowany wynik netto

Bo jeśli zedrzemy z oczu przesłonę ułudy życia w cukierkowym świecie z reklam, przekonamy się szybko, że celem naszej pracy nie jest zapewnienie nam i naszej rodzinie godziwych warunków życia, wyprodukowania rzeczy lub usług, które potrzebne są innym ludziom. Nasza codzienna walka wśród szczególnych priorytetów, okraszona czasem lepieniem z gliny, ma doprowadzić do prognozowanego wyniku.

Prognoza to słowo oznaczające «przewidywanie, zapowiedź czegoś oparta na określonych danych, obliczeniach, objawach». Nasza firma przeprowadza różnego rodzaju skomplikowane ewaluacje, na podstawie których można przewidzieć czy koszty uzyskania wyniku się zwracają.

Wyrazu wynik nie trzeba chyba tłumaczyć słownikowo. Problemem współczesności jest to, że ten wynik musi nieustannie być dodatni, plasować się na wysokich słupkach wykresów prognoz. Wszyscy pracujemy na wynik, prognozowany wynik netto. A my sami?

My jesteśmy kosztami. Każdy z nas mieści swoją codzienną pracę, wizytę w centrum medycznym i lepienie garnków w przedziale brutto.

Dobrze zrozumieć

I chociaż dzisiejszych tekst wydaje się trochę gorzki i może nawet nieco wychodzący poza ramy opowieści o modzie językowej, sądzę, że jako osoba pilnie przyglądająca się słowom osobno i językowi per capita, byłam go Państwu winna. Bo dobrze wiedzieć nie tylko, co znaczą słowa, których się używa, ale także po co niektórych słów używa się częściej niż innych.

Ale to zrozumienie wcale nie musi prowadzić do frustracji i zgorzkniałości. Powinno nas chyba raczej skierować do postawy zdrowego dystansu.

Zofia Kościelna, WENA, www.wena.waw.pl

 

Ten artykuł ukazał się w „Biuletynie o Biuletynach”, jedynym newsletterze w Polsce poświęconym wyłącznie biuletynom firmowym i branży custom publishing. Zaprenumeruj newsletter bezpłatnie »