Po ulicach mego miasta mknę

Nazwy niektórych ulic potrafią zaskakiwać i nie zawsze ich odmiana jest oczywista. Często wynika to z lokalnej tradycji, którą przecież nie każdy zna.

Po ulicach mego miasta mknę

Pierwszy przykład pochodzi z centrum Warszawy. Nowy Świat, reprezentacyjny deptak z ekskluzywnymi sklepami i restauracjami, niektórym przysparza trudności przy odmianie. Często można się spotkać ze zdziwieniem przyjezdnego spoza stolicy, któremu dopełniacz „Nowego Światu” brzmi niepokojąco. Wynika to z różnicy między odmianą nazwy pospolitej „świat”, a nazwy własnej „Nowy Świat”. Zmiana funkcji rzeczownika w tym wypadku wiązała się ze zmianą odmiany.

Komary na Mokotowie

Innym problemem jest rozpoznanie, czy w nazwie ulicy mamy do czynienia z rzeczownikiem (zazwyczaj nazwiskiem), czy przymiotnikiem. Nieaktualny już przykład to ulica Komarowa w Warszawie, w latach 90. ubiegłego stulecia przemianowana ponownie na Wołoską. Wiele osób, w tym nawet mieszkańcy okolic, sądziło, że to przymiotnikowa nazwa, pochodząca od owadów (culicidae), rzekomo obficie występujących na Mokotowie… Mówiono więc „szpital przy Komarowej”. W rzeczywistości ulicę nazwano na cześć radzieckiego kosmonauty, Władimira Komarowa, którego nazwisko – jak to nazwiska w nazwach ulic – pozostawało nieodmiennie w dopełniaczu („szpital przy Komarowa”).

Nad tą ulicą najwyraźniej ciąży klątwa, bo przywrócenie przedwojennej nazwy nie zakończyło zamieszania wokół niej. Wielu ludzi sądzi, że nazwa ulicy to Wołowska i tak adresuje przesyłki, pisze w artykułach, ogłoszeniach o mieszkaniach na sprzedaż… Tymczasem nazwa nie ma żadnego związku z Wołowem. Pochodzi od jednej z zamieszkujących Bałkany grup etnicznych, z której wywodzą się dzisiejsi mieszkańcy Rumunii. Na Rumunów zresztą jeszcze 150 lat temu nie mówiło się w Polsce inaczej niż „Wołosi”.

Z ulicą Wołoską (dawniej Komarowa) krzyżuje się słynna ulica Woronicza. Sława pochodzi od gmachów TVP, które leżą po jej południowej stronie. Z tą nazwą problem jest podobny, jak niegdyś bywał z Komarowa. Niektórzy sądzą, że Woronicza to przymiotnik i usiłują odmieniać „przy Woroniczej”. Tymczasem Jan Paweł Woronicz, którego imię w rzeczywistości nosi ulica, był istotną postacią w historii Polski – prymasem Królestwa Polskiego, arcybiskupem metropolitą warszawskim, biskupem krakowskim, radcą stanu Księstwa Warszawskiego. To już nie jakiś radziecki kosmonauta…

Czy Cyprysow był Rosjaninem?

Czasem nazwy ulic, leżących blisko siebie, odruchowo odmienia się tak samo. Tramwaj, jadący w stronę siedziby Agape, zatrzymuje się kolejno na przystankach Lipowczana i Cyprysowa. Nazwy te więc stoją na rozkładzie jazdy w bezpośrednim sąsiedztwie i bywa, że nazwę Lipowczana odmienia się przymiotnikowo („wysiada pani przy Lipowczanej?”) albo popada w zadumę nad tożsamością owego Cyprysowa (pewnie Rosjanin).

Okazuje się jednak, że nazwa ulicy Cyprysowej pochodzi od iglastego drzewa (cupressus sempervirens), zaś Paweł Lipowczan był pilotem samolotu, który rozbił się w 1980 r. Miejscem katastrofy była właśnie dzisiejsza ulica Lipowczana, a na pokładzie leciała między innymi Anna Jantar i 22 członków amatorskiej reprezentacji bokserskiej USA.

O ulicy Święty Marcin

Nazwą ulicy, która często dostarcza emocji osobom spoza Poznania, jest tamtejszy Święty Marcin. Przyzwyczajeni, że imię patrona ulicy zawsze jest w dopełniaczu (jak wyżej np. Komarowa), ludzie nagminnie robią błąd i mówią o poznańskiej ulicy Świętego Marcina. Trudno im wytłumaczyć, że takiej ulicy nie ma i że ta nazwa występuje w mianowniku. Łatwo nasuwają się fałszywe analogie – ulica św. Bonifacego w Warszawie, św. Sebastiana w Krakowie czy choćby, położona także w Poznaniu, ulica św. Szczepana. Powód nietypowej formy wynika – jak to zwykle bywa z takimi wyjątkami – z historii tego miejsca. Nazwa ulicy wywodzi się od osady, która powstała w XII wieku w okolicach kościoła św. Marcina. Na wieś tę mówiono „Święty Marcin”. I tak już pozostało.

Nazwy ulic, podobnie jak nazwy miejscowości i niektóre nazwiska, często odmieniają się inaczej, niż można by się tego spodziewać. Sztywne reguły nie wszędzie sięgają – czasem ważniejsza od nich jest tradycja. Nie można się też dać zmylić pozorom!

Tadeusz Baranowski, Agape

 

Ten artykuł ukazał się w „Biuletynie o Biuletynach”, jedynym newsletterze w Polsce poświęconym wyłącznie biuletynom firmowym i branży custom publishing. Zaprenumeruj newsletter bezpłatnie »