Jak daleko mogę „popłynąć”?, czyli o pisaniu tzw. tekstów inspiracyjnych

Zdarza się, że redakcja biuletynu custom publishing zamawia napisanie tzw. luźnego tekstu, który ma charakter inspiracyjny, pokazuje indywidualne spojrzenia autora na jakieś firmowe czy ogólnoludzkie zagadnienia. Osobie, która ma go napisać, z początku wydaje się to dziecinne proste – właściwie to można napisać cokolwiek, co przychodzi do głowy na dany temat. Wtedy jednak dzwoni „dzwonek ostrzegawczy” i rodzi się pytanie postawione w tytule.

Często bowiem, choć temat z pozoru jest nietrudny, a charakter rubryki, w którym go zamieszczamy, daje pewien margines swobody, redakcja przywiązuje do tego zadania duże znaczenie i wcale nie jest obojętne, jaki materiał jej dostarczymy. Bowiem teksty inspiracyjne to nie są teksty o niczym. Ich temat jest zazwyczaj ściśle określony, a jedynie forma nieco swobodniejsza.

Dokąd płynę?

To pytanie, które musimy postawić przed rozpoczęciem pracy nie tylko sobie, ale przede wszystkim redakcji podczas rozmowy wstępnej, gdy zamawia u nas tekst. Zrozumienie celu publikacji, szczegółowe ustalenie, jakie reakcje czy przemyślenia tekst ma wywołać u czytelników jest podstawowym punktem wyjścia do pracy nad tematem.

Gdy wiemy już, czego oczekuje redakcja, przygotujmy sobie konspekt tekstu. Choć tego rodzaju artykuły nie są zazwyczaj długie, a większość potrzebnych materiałów mamy po prostu „w głowie”, zdecydowanie bezpieczniej będzie nam się wtedy podczas pisania utrzymać w „pływackich ryzach”.

Wypłynąć na głębię?

Otóż nie, lepiej nie wypływać… Większość tekstów inspiracyjnych, z którymi się spotykamy wcale nie jest swobodnym „wodolejstwem”. Stanowią wypadkową przemyśleń, refleksji i przeżyć, dotyczących zazwyczaj autora bezpośrednio. Dlatego autorzy mają często emocjonalny stosunek do przygotowywanych publikacji. Zdarza się napisać za dużo. Najczęściej wtedy to redakcja gazety musi zapanować nad tym potokiem ekspresji.

Ale my, jako fachowi autorzy, możemy jej tej pracy oszczędzić. Gdy tekst już powstaje, czytajmy na bieżąco kolejne akapity, starając się patrzeć na nie jak najchłodniej i jak najobiektywniej. Skreślajmy bezlitośnie wszystkie niepotrzebne słowne ozdobniki, dygresje. Nie popadajmy w samozachwyt. Nie wszystko, co nam się podoba, co nas bawi, będzie równie ciekawe i zabawne dla innych. Dlatego, po napisaniu tekstu, warto dać go do przeczytania komuś jeszcze, zanim pójdzie do oceny redakcji. Niech spojrzy chłodniejszym okiem, coś skróci, a może zasugeruje rozszerzenie jakiejś myśli, która nam się wydała marginalna?

W dobrej formie pływackiej

Forma tekstu inspiracyjnego, choć swobodniejsza, jest niezmiernie istotna. W takim artykule często szerzej dajemy wyraz naszej indywidualności, także sferze językowej, dlatego nie możemy zapominać o roli i funkcji tekstu. To nie nas ma on zainspirować, czy skłonić do refleksji (bo my ją już mieliśmy przed napisaniem), lecz czytelników.

Dlatego forma, choć często dowcipna i błyskotliwa, nie może skrzyć się żartami o charakterze hermetycznym – zrozumiałym tylko dla nas i garstki „wybrańców”. Skoro dzielimy się przemyśleniami – dzielmy się do końca, nie budujmy bariery formalnej między nami a odbiorcą.

To moja łódka

Zauważyliśmy w wielu gazetach firmowych, że autorzy niechętnie podpisują tego rodzaju teksty pełnym imieniem i nazwiskiem. Czy słusznie? Otóż – raczej nie. Są to indywidualne przemyślenia, pole dzielenia się własnym modus vivendi czy modus operandi, ale gdy ukryjemy się np. za pseudonimem „Kazio”, nasze sugestie, zawarte w tekście będą dla czytelników mniej wiarygodne.

Dodatkowy argument, przemawiający za otwartym podpisywaniem się jest taki, że w tego rodzaju teksty czytywane są chętniej niż np. relacje z posiedzenia zarządu i to dobra okazja, by „błysnąć” na firmowym polu.

Płyńmy więc w dobrze obranym kierunku, nie zbaczając z kursu, w pięknym stylu i łódce z odważnie wypisanym na burcie imieniem i nazwiskiem. W porcie czekają oklaski.

Zofia Kościelna, Agape

 

Ten artykuł ukazał się w „Biuletynie o Biuletynach”, jedynym newsletterze w Polsce poświęconym wyłącznie biuletynom firmowym i branży custom publishing. Zaprenumeruj newsletter bezpłatnie »