Nowy rok i nowa data

Sposobów zapisywania daty jest bardzo wiele. Część poprawna, część niepoprawna. W nowym roku dobrze byłoby używać wyłącznie tej pierwszej grupy…

Cyfry

Niedawno zaczął się kolejny rok, co niesie za sobą poważne konsekwencje. Jeden z moich przyjaciół jako opis (status) w komunikatorze Gadu-Gadu ustawił tekst: „2009 – trzeba się przestawić”. Domyślam się, że chodzi o datowanie dokumentów – tych nielicznych, które się jeszcze same nie datują. Na początku roku trudno uniknąć takiej pomyłki i nie wpisać choć raz niechcący zeszłorocznej daty. W końcu przez 365 dni wyrabialiśmy sobie ten nawyk…

Konsekwencja ma znaczenie

Wiele osób powinno zmienić, i to na trwałe, inne nawyki związane z zapisem dat. Początek roku może być dobrą okazją do takiej rewolucji. Wprawdzie na postanowienia noworoczne już za późno, ale ponieważ i tak słyną one z niskiej skuteczności, można się bez nich obejść i po prostu postarać się od tego roku zapisywać datę zgodnie z obowiązującymi zasadami.

Jak zwykle najważniejsza jest konsekwencja. Kiedy już zacznie się w danym tekście lub serii tekstów zapisywać datę w jakiś sposób, należy się tego sposobu trzymać. Jest to ogólna rada, bo konsekwencję należy zachowywać również we wszystkich innych sytuacjach, kiedy równolegle funkcjonuje kilka równie poprawnych wariantów (na przykład nie należy raz pisać „przekonujący”, a raz „przekonywający”, tylko zdecydować się i pisać zawsze w jeden ze sposobów).

Kilka propozycji

Poprawnych wersji zapisu daty jest kilka. Za przykład wezmę datę przystąpienia Polski do Unii Europejskiej – 1 maja 2004 roku. Oprócz tego zapisu, funkcjonującego również w wariancie skrótowym – 1 maja 2004 r., który uważa się za najelegantszy i najlepszy do wykorzystywania w tekstach (artykułach, książkach itd.), jest jeszcze kilka poprawnych zapisów, choć warto dodać, że nie zawsze są one na miejscu. Miesiąc, zamiast słowem, można zapisać cyfrowo, na przykład 1 V 2004, 1 V 2004 r. czy 1.05.2004. Te skrótowe formy, a szczególnie ostatnia, nie nadają się jednak do tekstów, na przykład artykułów w biuletynach firmowych. W nich wypada miesiąc zapisywać słownie lub – w przypadku dramatycznego braku miejsca – cyfrą rzymską.

Pierwszy jest tylko styczeń

Skoro już wiemy, jakie są poprawne możliwości, pora zająć się wersjami błędnymi i srodze je napiętnować. Powszechnym błędem (również w mówieniu) jest brak odmiany nazwy miesiąca. Numer danego dnia w miesiącu to liczebnik porządkowy, dlatego wymusza on użycie nazwy miesiąca w dopełniaczu (odpowiadamy na pytanie „pierwszy czego?”), np. 1 maja albo 22 lipca. Błędem jest pisanie i mówienie „1 maj” („pierwszy maj”) albo 22 lipiec („dwudziesty drugi lipiec”).

Osobom podatnym na logiczną argumentację albo mającym skłonność do logizowania w języku, proponuję dodatkowe wytłumaczenie. Zdanie „to był pierwszy styczeń”, choć jako określenie daty dziennej jest błędne, ma swoje inne znaczenie – liczebnik zamiast dnia określa miesiąc. Styczeń jest pierwszym miesiącem, więc błędu nie ma. Sens – jeszcze inny – jest również, jeżeli po tym styczniu następowały kolejne stycznie. Zwykle po styczniu następuje luty, ale można sobie wyobrazić alternatywny kalendarz z samymi styczniami. Wtedy „pierwszy styczeń”, „drugi styczeń”, „trzeci styczeń” i tak dalej mają zastosowanie. Dopiero po dwunastym zaczynają się problemy…

-wszy roznoszone partyzanckimi metodami

Innym błędem, pleniącym się obficie (głównie w internecie), jest zapisywanie daty z doklejoną do cyfry dnia końcówką fleksyjną. Ze względu na niepoprawność, brak kodyfikacji i partyzanckie ścieżki rozpowszechniania się tego zapisu, występuje on w różnych wariantach. Widziałem więc: „1y maja”, „1szy maja”, „1-szy maja” i „1wszy maja” (ja przeczytałbym to „jeden wszy maja”). Prawdopodobnie po przeszukaniu internetowych źródeł można natknąć się na inne wynalazki. Twórczy autorzy dbają oczywiście o dostosowanie końcówki do danego liczebnika, pojawia się więc „14sty lutego”, „22gi lipca” i tak dalej. Są też różne przypadki i cały ogromny dział błędnej gramatyki. Ba, są nawet godziny, na przykład „21sza 15ście”. Piszę o internecie, bo tam można znaleźć najwięcej takich kwiatków, ale bywa, że natykam się na nie również w redagowanych tekstach do magazynów…

Dwutysięczny tylko dwutysięczny

Częstym błędem spotykanym głównie w języku mówionym (bo rzadko pisze się rok słownie) jest nieprawidłowa odmiana. Powszechne jest użycie nieprawidłowych form, takich jak „dwutysięczny czwarty”, „dwutysięczny dziewiąty” czy „w dwutysięcznym dziewiątym”. Prawidłowo mówi się „dwa tysiące dziewiąty”, a „dwutysięczny” jest tylko jeden rok – 2000.

Można odwołać się do analogii, żeby ułatwić zapamiętanie tej zasady. Przez większość poprzedniego stulecia daty zaczynały się od liczby „tysiąc dziewięćset”. Rewolucja październikowa miała miejsce w roku tysiąc dziewięćset siedemnastym, a nie „tysięcznym dziewięćsetnym siedemnastym”, jak per analogiam do niepoprawnej formy należałoby odmieniać. Pierwsze wolne wybory w Polsce to tysiąc dziewięćset osiemdziesiąty dziewiąty, a nie „tysięczny dziewięćsetny osiemdziesiąty dziewiąty” i tak dalej.

Artykuł to nie baza danych

Ale język mówiony to nie biuletyny, wrócę więc do słowa pisanego. Częstym błędem w zapisie daty, z jakim stykam się podczas lektury tekstów do biuletynów, jest zapis na modłę amerykańską – rozpoczynający się od roku, a kończący na dniu – 09.01.16 czy 04.05.01. Taki zapis dobry jest dla komputerów i baz danych (ponoć łatwiej im działać, jeśli rok jest pierwszy, zresztą to też sprawa konsekwencji, a w tych dziedzinach prym wiodą Amerykanie), świetnie się też sprawdza np. w numerach PESEL. Jednak w tekście jest błędny i nie należy go stosować.

Oprócz wszystkiego, co napisano powyżej, zapis daty – jako bardzo precyzyjnej i często niepozbawionej znaczenia informacji – musi być zrozumiały. To jest najważniejsze. Niezrozumiałość jest też wadą zapisu przedstawionego jako ostatni. Nie daje on pewności co do treści przekazu (piszący mógł zaburzyć amerykańską konwencję i zacząć od dnia, a na roku skończyć), a różnica między pierwszym maja dwa tysiące czwartego roku a czwartym maja dwa tysiące pierwszego roku jest przecież dość istotna.

Dbajmy więc o poprawność, ale przede wszystkim miejmy na uwadze jasność przekazu!

Tadeusz Baranowski, Agape

 

Ten artykuł ukazał się w „Biuletynie o Biuletynach”, jedynym newsletterze w Polsce poświęconym wyłącznie biuletynom firmowym i branży custom publishing. Zaprenumeruj newsletter bezpłatnie »