Nie czerp z bagna!

Style językowe w polszczyźnie przenikają się i nie ma w tym nic złego. Trzeba jednak uważać, skąd się zapożycza i jak tworzy metafory (takie jak tytułowa), bo nie wszystko i nie wszędzie uchodzi…

Kalendarium

Język polski, podobnie jak inne języki, nie jest jednorodną masą, lecz składa się z ogromnej liczby stylów, podstylów i gwar, których różne grupy społeczne i zawodowe używają w zależności od położenia, otoczenia i sytuacji, w jakiej się znajdują. Typologii jest wiele – istnieje kilka konkurencyjnych podziałów na style i pewna – raczej stała – liczba gwar lokalnych. Dyskusja na temat tych typologii i podziałów jest czysto akademicka. Dlatego na użytek tego artykułu przyjmiemy bardzo ogólny podział, będący kompromisem pomiędzy wielkimi akademickimi teoriami.

Rola profesjolektów

Styl, którego używa się zazwyczaj w tekstach do biuletynów firmowych, można określić jako polszczyznę pisaną. Można by nazwać ten styl literackim, co według niektórych typologii jest dopuszczalne, jednak ze względu na różnice między językiem używanym w biuletynach a tym, którym pisze się książki, zachowajmy pojęcie „język literacki” dla literatury pięknej.

Rzadko ta biuletynowa polszczyzna pisana pozostaje czysta. Ze względu na profesjonalny charakter biuletynów firmowych, które zawsze związane są z jakąś branżą, wiele tekstów zawiera elementy zawodowego slangu, czyli profesjolektu. To oczywiście nic złego, jeżeli zawartość biuletynu wydawanego przez bankowców i dla bankowców napisana jest bankowym profesjolektem – artyści plastycy, zawodowi bokserzy ani geodeci nie muszą tych artykułów rozumieć.

Podobnie rzecz się ma z wszelkimi innymi branżami – nikogo nie powinno dziwić nasycenie agrarną terminologią w czasopiśmie dla ogrodników albo plantatorów czy techniczną terminologią w biuletynie producenta kabli.

Hat-tricki, faule i nokauty

Istnieje także szereg innych sytuacji, w których dopuszczalne jest mieszanie stylów i włączanie do polszczyzny pisanej biuletynowych tekstów elementów gatunkowo obcych. Jednym z takich przykładów są metafory – na przykład sportowe – których można używać w tekstach niezwiązanych ze sportem. Takich stylowych zapożyczeń należy jednak używać z umiarem. Nie zawsze i nie każdemu się to udaje.

Wielu ludzi – co szczególnie łatwo można zaobserwować w mowie polityków, ale dotyczy też języka biuletynów – nadużywa zapożyczeń stylowych i zbyt konsekwentnie ucieka się do niepasujących środków językowych. Przykładami polityków, którzy nadużywają zapożyczeń stylowych, mogą być były prezydent Aleksander Kwaśniewski i obecny premier Donald Tusk. Obaj nadużywają w wypowiedziach terminologii sportowej. Innym – znacznie zresztą bardziej rażącym – przykładem może być poseł Tadeusz Cymański, który wręcz nie potrafi wypowiedzieć się bez użycia metafor wojskowych czy biblijnych. Do wychwytywania konkretnych przykładów takich nadużyć zachęcam szanownych czytelników – to ciekawa zabawa.

Etymologia ma znaczenie

Są też style i gwary, z których zapożyczenia w pisanej polszczyźnie biuletynów są niedopuszczalne. Bardzo ostrożnie należy traktować język potoczny (w znaczeniu: luźny język, którym mówimy na co dzień, na ulicy, z kolegami itd.). Wiele słów, których używa się w codziennych rozmowach i które w sytuacjach całkowicie nieformalnych mogą być akceptowane, w języku pisanym i drukowanym nie powinno się pojawiać.

Najmocniejszy przykład to bardzo popularne słowo „zajebisty”. Znaczy mniej więcej tyle, co „wspaniały”, „niesamowity”, „świetny”, być może jest trochę mocniejsze, bardziej entuzjastyczne. Warto jednak pamiętać, że jest również wulgarne. Profesor Andrzej Markowski co roku świeżo upieczonych studentów zachęca do zastanowienia się nad etymologią tego słowa przed jego pochopnym użyciem.

Grypserkę zostawmy więźniom

Wiele jest innych przykładów słów, które w polszczyźnie potocznej pojawiają się, a do tekstów pisanych przenikać nie powinny. Źródłem, z którego szeroki strumień płynie do polszczyzny potocznej, jest gwara więzienna. Większość użytkowników nie zdaje sobie sprawy, że część używanych przez nich słów pochodzi „spod celi”. Za przykłady takich słów zza murów i krat służyć mogą czasowniki „rozkiminić” (wymyślić rozwiązanie), „kimać” (spać), „dać cynk” (poinformować) albo rzeczowniki „barachło” (byle co) czy „psiarnia” (policja).

Nie można całkowicie zamknąć przepływu między językiem potocznym a polszczyzną pisaną, bo język wciąż ewoluuje. Nie można się też spodziewać, że będzie jak pozbawione dopływów jezioro, na którym panuje flauta (uwaga! zapożyczenie z żeglarskiego slangu). Trzeba jednak uważać skąd i co się czerpie, żeby w pisanym tekście nie popełnić faux-pas.

Tadeusz Baranowski, Agape

 

Ten artykuł ukazał się w „Biuletynie o Biuletynach”, jedynym newsletterze w Polsce poświęconym wyłącznie biuletynom firmowym i branży custom publishing. Zaprenumeruj newsletter bezpłatnie »