Guttenberg zwycięża Billa Gatesa

W naszych firmach codziennie zastanawiamy się, jak poprawić jakość pracy, używając do tego celu minimum niezbędnych środków. Nie inaczej mają się sprawy, gdy myślimy o naszej firmowej gazecie custom publishing.

Chcemy, by była dobrym medium komunikacji – przejrzystym, efektownym, estetycznym, ale jednocześnie – możliwie tanim. Dlatego, gdy nadchodzi chwila refleksji nad formą publikacji gazety, niemal oczywista wydaje się odpowiedź: wydajmy gazetę elektroniczną.

Rzeczywiście – elektroniczny biuletyn ma wiele niezaprzeczalnych zalet. Przede wszystkim atrakcyjna cena, ponieważ od strony edytorskiej może go przygotować praktycznie jedna osoba. W dodatku może to zrobić dość szybko – w porównaniu z cyklem wydawniczym prasy drukowanej. Jego zaletą jest też aktualność. Świeże informacje mogą się w nim pojawiać każdego dnia. Nie jesteśmy w przypadku elektronicznego biuletynu zobligowani do ścisłego pilnowania objętości materiałów – wszystko się tam zmieści.

W wirtualnym świecie

Czy już podjęliście decyzję? Jeśli tak, na wszelki wypadek przyjrzyjcie się też wadom elektronicznej gazety firmowej. Przede wszystkim zauważcie jej „tymczasowy” charakter. Nie można przecież w nieskończoność archiwizować starych numerów gazetki. Czy wszyscy w firmie mają do niej dostęp? Nie, jedynie te osoby, które mają na biurku komputer, w dodatku podłączony do internetu. Ile jest w naszej firmie osób, które nie siadają za biurkiem i nie korzystają z internetu? Zauważmy też psychologiczną stronę zagadnienia. Nasz kontakt z wirtualnym światem jest trochę „zamknięty w cudzysłów”; materiały elektroniczne czytamy „z doskoku”, między jednym zadaniem służbowym a drugim. Nie przywiązujemy do nich należytej wagi i łatwo o nich zapominamy. Na monitorze czyta się szybko, lecz niezbyt uważnie, jeśli coś nas naprawdę zainteresuje, prawdopodobnie i tak postanowimy to wydrukować. By po godzinie umieścić w koszu. Jeśli przeczytamy w elektronicznym biuletynie o sukcesach pana Waldka z działu X – jak długo będziemy o nich pamiętać? Co zrobi pan Waldek, żeby pochwalić się rodzinie, że opisano go w firmowej gazecie, jeśli nie ma w domu komputera? A strona graficzna naszej elektronicznej gazety? Pomyślmy, czy będziemy mogli w niej zamieścić materiał ilustracyjny do ważnych firmowych wydarzeń w takim wymiarze, jak się nam marzy i w odpowiedniej jakości.

Siła tradycji

Nasze myśli powoli wracają do starej, poczciwej, drukowanej gazety. Przy dzisiejszych możliwościach technicznych nie jest ona przecież już czterostronnicową czarno-białą gazetką zakładową. Może być kolorowa, bogato ilustrowana, ciekawie zaprojektowana graficznie. Niewątpliwie ma charakter trwałego dokumentu. To, co w niej przeczytamy zostanie na dłużej w pamięci. Możemy ją przejrzeć w kolejce w banku, w autobusie, pociągu. Oprócz oczu i – ewentualnie – okularów, nie potrzebujemy do jej lektury żadnych urządzeń, prądu, połączenia z internetem. Możemy ją zabrać do domu. O sukcesach pana Waldka przeczyta jego żona, mama, a nawet ośmioletni syn, powoli łącząc sylaby. Pan Waldek pieczołowicie schowa egzemplarz numeru w domowym archiwum, by mogły go kiedyś obejrzeć wnuki. Gazetę w wersji papierowej możemy też łatwo i z dobrym skutkiem pokazywać osobom z zewnątrz firmy. Kolorowe zdjęcia, wykresy, tabele i dobrze przygotowany tekst będą doskonałą wizytówką naszego przedsiębiorstwa.

Trzeba podjąć decyzję

Wobec tak wielu zalet, dłuższy czas przygotowania papierowej wersji i większy nakład pracy wydają się wcale nie bezsensowne. Jeśli zaś chodzi o cenę – gdybyśmy chcieli przygotować świetny biuletyn elektroniczny – mógłby się on okazać droższy niż jego papierowa wersja. Po przeczytaniu tego tekstu, zastanówcie się jeszcze raz: czy rzeczywiście wybór jest tak oczywisty? Decyzję musicie podjąć sami.

Zofia Kościelna, Agape

 

Ten artykuł ukazał się w „Biuletynie o Biuletynach”, jedynym newsletterze w Polsce poświęconym wyłącznie biuletynom firmowym i branży custom publishing. Zaprenumeruj newsletter bezpłatnie »