Biuletyn idealny

Czy istnieją biuletyny idealne? Dwa na pewno, przynajmniej w marzeniach osób, przygotowujących i prowadzących od wielu lat gazety firmowe w Agape.

O tym jak widzą biuletyn swoich marzeń, taki, nad którym chciałyby pracować nieustannie, nawet w czasie urlopu, opowiadają Agnieszka Madej i Zofia Kościelna z Agape.

Agnieszka Madej:
Profesjonalny i oryginalny

Marzy mi się przede wszystkim taki biuletyn, który łamie konwenanse, w którym jest to coś, co sprawia, że wśród wielu tego typu publikacji na rynku magazyn wyróżnia się i przykuwa oko. Z drugiej zaś strony chcę wierzyć, że profesjonalizm w przygotowaniu językowym i graficznym jest dla redakcji biuletynu tak naturalny jak oddychanie.

Na okrągło

Idealny biuletyn powinien na początku zachwycić mnie swoim kształtem. Nietypową formą, w której chciałabym zobaczyć biuletyn, jest koło. Biuletyn w kształcie koła, czytany na okrągło. Rewelacja! Niekoniecznie z tekstami pisanymi po okręgu, co najwyżej 2-3 strony wypełnione reportażowymi zdjęciami, umieszczonymi w okrągłych ramkach. Wśród wielu biuletynów, które miałam przyjemność oglądać i czytać, w pamięci utkwiły mi właśnie te, których wydawcy nie bali się oryginalnych formatów, efektu, jaki daje zastosowanie wykrojnika – biuletyn kwadratowy, panoramiczny, ze ściętym bądź zaokrąglonym jednym z rogów, z okładką wyciętą w kształcie choinki, paczki lub innego, głównego elementu zdjęcia z tzw. „jedynki”.

Z zaangażowaniem i wiedzą

Wymarzony biuletyn to taki, przy którym pracują entuzjaści i pasjonaci. Zespół osób, które chętnie piszą, znają zasady języka polskiego, potrafią zdobywać informacje, przetwarzać je i podać w atrakcyjnej formie. Firmowa redakcja to osoby komunikatywne i zaangażowane w życie firmy; takie, które potrafią namówić do zwierzeń (czyt. udzielenia informacji) każdego rozmówcę. To osoby, których nie trzeba zmuszać do napisania tekstu w ramach dodatkowych obowiązków. To, co jest dla mnie niezmiernie ważne w idealnym biuletynie, to jego strona redakcyjna i językowa. Poszczególne kolumny przygotowane są bezbłędnie i przejrzyście, złożone czysto i dokładnie z zachowaniem zasad typografii. Oko czytelnika nie cierpi z powodu widoku Klientów, Gości, Organizatorów i Prezesów; nie rażą go „bękarty”, „szewce” i „sieroty”, źle złożona „chorągiewka”, pionowe lub poziome „korytarze” w tekście, cudzysłowy proste zamiast typograficznych.

Położyłabym nacisk na zaufanie, jakim obdarza się pracowników w firmie, na zaufanie do ich wiedzy i doświadczenia, na swobodę ich ruchów interpersonalnych, swoistą korporacyjną niezależność. W tym wszystkim pomaga jasne określenie zasad komunikacji panujących w firmie i otwartość informacyjna na wszystkich szczeblach funkcjonowania firmy. Nic tak nie odstrasza czytelnika, jak przemycanie w biuletynie treści propagandowych, stricte marketingowych, „mówienie” tylko z jednego punktu widzenia.

Te wytyczne z przyjemnością przeniosłabym „wyżej” tak, aby kierownictwo firmy zdawało sobie sprawę z istoty wydawania biuletynu, by nie traktowało firmowego magazynu jako tuby zarządu, lecz medium, którego podstawowym celem jest wzrost zaufania pracowników lub klientów do firmy-wydawcy.

Czytelnik w centrum zainteresowania

Czytelnik idealnego biuletynu znajdzie w nim informacje uszyte na miarę, dostosowane do swoich potrzeb i oczekiwań. Przeczyta zarówno krótkie notatki i informacje, jak i dłuższe teksty: badania i analizy, pozna szczegóły działania poszczególnych komórek i procesów w firmie, zapozna się z komentarzami i opiniami autorytetów, pozna sylwetki współpracowników i kontrahentów, ich pasje i styl życia, w Rozmowie z… znajdzie wyjaśnienia ważnych kwestii, w Poradniku uzyska odpowiedzi na nurtujące go pytania i wątpliwości. Na deser prześledzi komiksowe przygody Pana X, z przymrużeniem oka rzuci okiem na humorystyczno-satyryczny felieton, w wolnej chwili rozwiąże łamigłówkę, zerwie boki przy dawce dowcipów, a dzięki psychotestowi pozna lepiej siebie.

Mój idealny biuletyn firmowy zapewne już istnieje. Niejeden redaktor naczelny stara się, by kierowany przez niego zespół redakcyjny był niezależny, obdarzony zaufaniem kierownictwa, profesjonalny i zaangażowany. Doceniamy to co roku w Konkursie Biuletynów Firmowych.

Zofia Kościelna:
Piękny, ale zwyczajny

Pierwszy rzut oka na okładkę mojego wymarzonego biuletynu jest głębokim doznaniem estetycznym. Duża, przykuwająca wzrok winieta, zaprojektowana czytelną, ale „miękką” czcionką, jedna spora grafika lub przefiltrowane komputerowo zdjęcie w wysmakowanych barwach, najwyżej dwie, trzy zajawki. Tonacja kolorystyczna to brąz, piasek, nasycone bordo, odcienie rudego.

Graficzna przejrzystość

Wewnętrzne strony gazety zaprojektowane są bardzo konsekwentnie; każdemu działowi przypisujemy określony kolor z dość wąskiej i niekrzykliwej palety barw. Nie przesadzamy z liczbą fontów, żeby nie dostać „oczopląsu”. Teksty są raczej krótkie i sama chętnie dopilnuję, by napisane były językiem przejrzystym jak kryształ i niezawierającym ani jednego zbędnego słowa. To, co ważne wybite jest w wyróżnionych graficznie cytatach. Leady są krótkie, rzeczowe. Zdjęć powinno być dużo i duży powinien być ich format. Nie jestem natomiast entuzjastką tabel, wykresów i „torcików”, jeśli więc byłoby konieczne unaocznienie pewnych danych w sposób graficzny, starałabym się iść raczej w kierunku infografik.

Ludzie przede wszystkim

Gazeta moich marzeń ma przede wszystkim integrować swoich czytelników. Jeśli więc byłby to biuletyn wewnętrzny, przeważałyby w nim teksty dotykające ludzkich, codziennych spraw. Jak najwięcej prezentacji konkretnych osób czy działów, nowe usługi czy produkty prezentowane poprzez pryzmat specjalistów, którzy pracują nad ich wdrażaniem. Nie bałabym się pisać o sprawach prywatnych. Zawsze, gdy widzę w gazetkach zdjęcia ze ślubów czy narodzin, głęboko mnie wzruszają. Może tylko odeszłabym w tym dziale od biuletynowej sztampy – ciekawy projekt graficzny tej rubryki i może trochę „domorosłej” poezji, bardzo by tu – mam nadzieję – pomogły.

Szef też człowiek

Starałabym się też w tej gazecie zerwać z odwieczną tradycją przedstawiania szefa (lub szefów) jako półbogów. Wszak i oni są tylko ludźmi – rodzą im się dzieci, jeżdżą na rowerze. Naprawdę integrująca zespół gazeta, powinna to, moim zdaniem, pokazać. Na pewno nie spowodowałoby to spadku szacunku dla tej ważnej persony, a może wywołałoby w podwładnych prócz „normalnego” lęku, trochę zwykłej, ludzkiej sympatii. Raz prezes otwiera nową halę wśród szampanów i innych ważnych osób, raz idzie na grzyby. Bo przecież czasem chodzi, prawda?

Wiedza w pigułce

Mój wymarzony biuletyn integruje czytelników, ale także ich edukuje. Tu nie szczędziłabym energii (i grosza) na znalezienie kilku autorów zewnętrznych z danej dziedziny, którzy w ciekawy i przystępny sposób opisaliby nowinki techniczne lub odkrycia naukowe, przypomnieli najważniejsze, trochę już zapomniane ze szkoły czy studiów, ważne wiadomości z branży. Teksty koniecznie bogato zilustrowane. Dobitnie wskazujące, jak nowe lub przypomniane wiadomości zastosować w praktyce, by poprawić jakość swojej pracy.

W mojej idealnej gazecie widzę też miejsce na łyk wydarzeń z „wielkiego świata”; tych branżowych i tych społeczno-kulturalnych. Ludzie mają przecież otwarte umysły i interesuje ich stale coś więcej niż tylko firma.

Mój biuletyn idealny chciałabym nie tylko tworzyć, ale i czytać, jak zwykły odbiorca. I jestem pewna, że sprawiałoby mi to radość.

Agnieszka Madej, Zofia Kościelna, Agape

 

Ten artykuł ukazał się w „Biuletynie o Biuletynach”, jedynym newsletterze w Polsce poświęconym wyłącznie biuletynom firmowym i branży custom publishing. Zaprenumeruj newsletter bezpłatnie »