Ale numer, 50.

„Stary, zrób wywiad sam ze sobą” – taką propozycję usłyszałem od jednego z dyrektorów mostostalowskiego Zakładu, kiedy dowiedział się ode mnie, że zbieram materiały do pięćdziesiątego numeru „Mojej Firmy”. Był to jeden z sympatyczniejszych wykrętów, które słyszę od przedstawicieli kadry kierowniczej, zapraszanych przeze mnie do współredagowania mostostalowskiej gazety.

Wywiad z samym sobą? Może w przyszłości, może w dziesiątą rocznicę powstania „Mojej Firmy”, w 2004 r. O tym, jaka jest i jaka powinna być mostostalowska gazeta rozmawiałem z Tomaszem Kościelnym, dyrektorem zarządzającym agencji doradczej i wydawniczej Agape, autorem pierwszej w Polsce książki o biuletynach „Biuletyn firmowy. Praktycznego poradnika redaktora”.

Jerzy Kostyra: – Jaka jest mostostalowska gazeta?

Tomasz Kościelny: – Tego się nie da powiedzieć w kilku zdaniach. Wiem już, że gazeta jest kwartalnikiem i trafia przynajmniej do półtora tysiąca pracowników. Nie wierzę, że w tak dużej firmie nie dzieje się tyle dobrego, żeby nie można było o tym pisać. Jeżeli czytelnicy dostają raz na kwartał dwanaście stron to tak naprawdę komunikacja, która odbywa się za pośrednictwem tego narzędzia jest moim zdaniem zbyt skromna. Już na pierwszy rzut oka widać, że ta gazeta powinna mieć dwa razy większą objętość. Gdyby gazeta była miesięcznikiem dwanaście stron wystarczyłoby. Ponieważ mam możliwość obejrzenia tylko jednego numeru, a Mostostal Siedlce znam tylko z Pana relacji, nie mogę wypowiadać się o wszystkich dotychczasowych wydaniach.

J.K.: – Mostostalowska gazeta ma jednoosobową redakcję. Przedstawiciele kadry kierowniczej, marketingowcy, handlowcy mimo zapraszania ich do prezentowania obszarów swojej działalności niechętnie przyjmują te propozycje.

T.K.: – To może wynikać z wielu powodów, z różnych zaszłości. Wynika to też z tego, że wymienieni pracownicy mogą nie rozumieć korzyści, jakie daje publikowanie tekstu o swojej działalności w firmie. Mogą się też po prostu bać. Generalnie ludzie raczej nie chcą pisać. Aby ich przekonać do pisania, trzeba im pokazać korzyści z tego płynące. Najważniejszą z nich jest pokazanie się na forum firmy, pokazanie swojej wartości i sukcesów oraz profesjonalizmu. W wielu firmach, jeżeli ktoś coś opublikuje, inni gratulują mu, bardziej go doceniają. W innych firmach Ci, którzy coś publikują później są oceniani jako osoby, które mają bezpośredni kontakt z prezesem i są osobami podejrzanymi, są osobami nie z naszej grupy. W grupie tysiąca pięciuset osób tym, którzy osiągają sukcesy jest dość trudno pokazać się na forum firmy, natomiast bardzo prostym sposobem jest zaprezentowanie się w firmowej gazecie.

J.K.: – Pracownicy mogą uważać, a niektórzy są pewni, że każdy numer jest opiniowany i zatwierdzany do druku przez zarząd firmy. Skąd biorą się takie poglądy?

T.K.: – Wynika to z prostego powodu. Wydawanie gazety finansuje firma, czyli zarząd. Jeżeli ją wydaje to znaczy, że ją akceptuje. Najczęściej jest tak, że zarząd ma pełne zaufanie do pracownika, który redaguje gazetę i nie ingeruje w jej przygotowanie. Z Pana opowieści o tym, jak powstaje „Moja Firma” wyciągam wniosek, że w siedleckim Mostostalu zarząd nie wpływa i nie cenzuruje jej zawartości. Jeżeli pozostali pracownicy nie mają informacji o tym, że tak jest, to trzeba im taką informację przekazać. Bardzo dobrym pomysłem stosowanym przez wiele firm jest zaprezentowanie w firmowej gazecie osób ją przygotowujących i sposobu pracy zespołu redakcyjnego. Pokazując poszczególne etapy powstawania gazety można pokazać, że zarząd nie wpływa na jej kształt.

J.K.: – Pięćdziesiąty numer mostostalowskiej gazety byłby dobrą okazją do pokazania czytelnikom jak powstaje „Moja Firma”.

T.K.: – Zgadzam się. Oprócz pracy redakcji można też pokazać dotychczasowe osiągnięcia „Mojej Firmy”. To, że gazeta ma jakieś wady nie oznacza, że nie ma swoich zalet. To, że jest wydawana i jest narzędziem wewnętrznej komunikacji w firmie jest jej największą zaletą. Ważne jest też pokazanie, że to co robimy ma sens i jest załodze, czytelnikom potrzebne. Firmy wydające własne gazety robią to różnymi sposobami. W jednych firmach zbieraniem materiałów i przygotowaniem gazety do druku zajmują się pracownicy działów public relations, w innych firmach opracowanie gazety jest zlecane profesjonalnym wydawnictwom zewnętrznym.

J.K.: – Gdyby był Pan osobą odpowiedzialną za redagowanie gazety Mostostalu Siedlce, jaka byłaby to gazeta?

T.K.: – Nie znam dokładnie specyfiki działalności Mostostalu Siedlce, nie mogę też oceniać dotychczasowych wydań „Mojej Firmy”, bo mam przed sobą tylko jeden jej numer. Co bym zrobił? Po pierwsze: zdynamizowałbym jej szatę graficzną, moim zdaniem jest zbyt statyczna i mało atrakcyjna dla czytelnika, nie zachęca do czytania. Po drugie: stworzyłbym strukturę tego pisma, czyli podzieliłbym je na rubryki tak, aby każdy czytelnik wiedział, co się w gazecie dzieje. Redakcja wie, jakie stałe rubryki ma gazeta, ale w tym numerze, który oglądam one nie są wyróżnione ani graficznie, ani tekstowo. Po trzecie: zaangażowałbym pracowników do pisania tekstów. Wiem, że jest to trudne i ciężkie do osiągnięcia. Ale kiedy teksty będą pisać pracownicy, jej odbiór będzie zupełnie inny, będzie to gazeta dla pracowników i pisana przez pracowników, a nie pisana np. przez zarząd. Gazeta powinna powstawać z punktu widzenia szeregowego pracownika. A co tak naprawdę interesuje szeregowego pracownika? To, czy dostanie wypłatę, gdzie i jak będą załatwiane jego sprawy pracownicze, czy dostanie jakieś dodatkowe dopłaty np. do wczasów.

J.K.: – Specyfika komunikacji wewnętrznej w Mostostalu Siedlce polega na tym, że o takich sprawach pracownicy są informowani na bieżąco przez wewnętrzne radio.

T.K.: – Przekaz radiowy ma tę zaletę, że informuje szybko, na gorąco. Jednak wadą szybkiego przekazu jest równie szybkie zapominanie usłyszanych informacji. Kompleksową informacją jest taka, która zawiera wszystkie szczegóły. Poza tym nie każdy ma możliwość w danym momencie wysłuchania informacji radiowej, do informacji w gazecie można wrócić kilkakrotnie. Informację, którą się słyszy można różnie interpretować, informacja, która jest w gazecie podana jest w jednej formie, w jednym czasie do wszystkich pracowników.

J.K.: – Dlaczego tekstom publikowanym w gazecie firmowej bardzo chętnie wytyka się błędy, często drobne, a niechętnie mówi się dobrze o jakimś artykule?

T.K.: – Tu trzeba odwołać się do ludzkiej mentalności, do tego, w jaki sposób jedni ludzie traktują pracę innych ludzi. Dużo łatwiej jest powiedzieć, że nie ma w tekście przecinka, niż przeczytać ten test, zastanowić się nad nim i powiedzieć dobre słowo osobie, która go przygotowała, poświęciła czas i energię. W wielu firmach ludzie bardzo niechętnie chcą wiedzieć o sukcesach innych, nie lubią po prostu jak ktoś jest lepszy od nich. Nie lubią mówić i czytać o sukcesach innych, a tym bardziej chwalić te osoby, że osiągnęły sukces. Jest to naturalne, ludzkie i tego się nie uniknie. Myślę, że trzeba się do tego przyzwyczaić. Ważniejszy jest fakt, że gazeta się ukazuje i za jej pośrednictwem można przekazać informacje. Zawsze znajdą się osoby, które będą gazetę krytykowały. Nie znaczy to, że trzeba rezygnować albo bardzo się tym przejmować.

J.K.: – Czy Pana zdaniem w polskich firmach powstają nowe gazety?

T.K.: – Podstawą dobrego funkcjonowania firmy jest informowanie pracowników. Jeżeli ludzie wiedzą, co się dzieje w firmie, wiedzą po co pracują, wiedzą, że efekty ich pracy to zysk firmy, który później przekłada się na ich pensje, wiedzą, że nie zostaną zwolnieni, to pracują dużo lepiej. Zauważam taką tendencję, że w dużych firmach, które mają powyżej dwustu osób kierownictwo decyduje się na wydawanie własnej gazety. Jest ona niezastąpionym źródłem informacji dla pracowników. Warto wiedzieć o tym, że pracownicy mają potrzebę, a nawet głód informacji i gazeta firmowa, nawet jeśli nie jest profesjonalnie zrobiona, te potrzeby zaspokaja. Uważam, że warto wydawać gazetę firmową i warto wydawać gazetę dobrą. Chciałbym przy okazji pogratulować prezesowi Mostostalu Siedlce i redaktorowi Jerzemu Kostyrze za to, że tworzą tę gazetę. Jest to bardzo ważne przedsięwzięcie, dzięki niemu pracownicy Mostostalu Siedlce mogą dowiedzieć się, co dzieje się w firmie. Oczywiście trzeba dążyć do tego, aby gazeta była coraz lepsza i bardziej atrakcyjna, jednak najważniejsze w tym przedsięwzięci jest to, że gazeta ukazuje się.

J.K.: – Dziękuję za rozmowę, dziękuję za gratulacje.

Jerzy Kostyra, Mostostal Siedlce

 

Ten artykuł ukazał się w „Biuletynie o Biuletynach”, jedynym newsletterze w Polsce poświęconym wyłącznie biuletynom firmowym i branży custom publishing. Zaprenumeruj newsletter bezpłatnie »